Pani Marta

Początek moich problemów z włosami był pewnie taki jak większości osób chorujących na łysienie plackowate. Myjąc włosy zauważyłam, że coraz więcej z nich wypada. Czupryna powoli stawała się przerzedzona, na głowie zaczęły powstawać placki zupełnie pozbawione włosów. Dermatolog szybko zdiagnozował tę dolegliwość i zalecił leczenie polegające na wcieraniu płynów oraz krioterapię (mrożenie skóry na głowie ciekłym azotem). Po tej kuracji poprawa była niewielka, włosy wciąż wypadały. Kolejni specjaliści przepisywali mi maści, kremy do stosowania na skórze głowy oraz doustne suplementy. Miałam wtedy 14 lat i choroba mimo, iż nie zagrażająca zdrowiu ani życiu, była bardzo dużym obciążeniem psychicznym.

Powodów doszukiwano się na wiele sposobów. Przeszłam kompleksowe badania hormonalne, ogólne, nawet okulistyczne (jeden z lekarzy wysunął przypuszczenie, że wypadanie włosów może być związane z wadą wzroku). Jednak przyczyny nie znaleziono. Lekarze odsyłali mnie do psychologów, przypuszczając, że wpływ na pojawienie się dolegliwości mógł mieć długotrwały stres. Cały czas podejmując leczenie (były to kolejno sterydy brane doustnie, światło terapia, kolejne maści wcierane w skórę, różnego rodzaju zestawy witamin stosowane doustnie oraz wstrzykiwane w skórę głowy) .Odwiedzałam psychologa. W pewnym momencie rozpoczęłam terapię grupową z całą rodziną, aby zwiększyć skuteczność pracy 
z psychologiem. W końcu jednak zdecydowałam się na terapię indywidualną. Mimo, iż trwała ponad trzy lata i miała pozytywny wpływ na moje funkcjonowanie w szkole, a potem na studiach, nie przyniosła poprawy zdrowia.

Cały czas był to dla mnie tak duży problem, że odwiedzałam wielu specjalistów, jeżdżąc po różnych miastach w Polsce. Niektórzy lekarze polecali mi zakup peruki, żebym mogła zrezygnować z kosztownego i nieprzynoszącego skutków leczenia. Nie chciałam się na to zgodzić. Noszenie peruki byłoby dla mnie kapitulacją i przyznaniem, że nie będę już zdrowa, że włosy nie odrosną. Nie rozwiązałoby też problemu, jakim było dla mnie wyróżnienie się wśród rówieśników.
Ulgę sprawiały mi okresy, kiedy zaczynała występować poprawa. Czasem na skutek leków, a czasem z nieokreślonych bliżej przyczyn włosy zaczynały odrastać. Jednak po dłuższym (nawet rocznym) lub krótszym (kilka miesięcy) okresie, włosy znów zaczynały wypadać. Efekt był za każdym razem taki sam - chodziłam w chusteczce na głowie.

Ciągnące się latami starania, aby wyzdrowieć i nie zwracać swoim wyglądem uwagi, stały się szczególnie trudne, gdy zbliżał się okres końca studiów i zaczęłam poszukiwać pracy. Na kilku rozmowach rekrutacyjnych musiałam tłumaczyć, że nie jestem ciężko chora i nie przechodzę chemioterapii. W końcu zdecydowałam, że zacznę chodzić w peruce, żeby uniknąć kłopotliwych pytań. Zaczęłam szukać w Internecie sklepu, gdzie mogłabym kupić perukę, w której wyglądałabym możliwie naturalnie. W pewnym momencie trafiłam na stronę internetową Kliniki Handsome Men. Byłam zaskoczona zdjęciami osób chorujących podobnie jak ja na łysienie plackowate - wyglądały bardzo ładnie i przede wszystkim normalnie po uzupełnieniu włosów. Z jednej strony od razu chciałam pójść w ich ślady, z drugiej miałam w głowie wiele pytań:
- Czy w moim przypadku efekt ten będzie dobry?
- Czy nie spowoduje to podrażnienia skóry głowy?
- A jeśli włosy zaczęłyby odrastać? 
Sporo czasu zajęło mi zdecydowanie się na telefon do Kliniki i zadanie pytań. Od razu dostałam pakiet materiałów (broszury, filmy), które odpowiedziały na moje pytania. Bardzo pomogli mi tez moi bliscy. Widzieli moje niezdecydowanie, a przede wszystkim lęk, że kolejna metoda, która bardzo dobrze się zapowiada, okaże się nieskuteczna. Wspierali mnie zachęcając do spróbowania. Wiedząc jak duży to dla mnie problem, postanowili pomóc mi też finansowo.

Zdecydowałam się pojechać do Kliniki na spotkanie i już na miejscu, po rozmowie i prezentacji metody Handsome Men, zdecydowałam się na wykonanie zabiegu. Okres oczekiwania na nowe włosy był przeplatany wątpliwościami i nadzieją, że moje problemy wreszcie się skończą.

Pierwsza przymiarka nowych włosów była ogromnym zaskoczeniem - nagle miałam na głowie fryzurę, w której wyglądałam dużo lepiej niż w okresach, kiedy miałam swoje włosy. Prze chwilkę musiałam się przyzwyczaić do nowej siebie. Dużo szybciej przyzwyczajali się moi bliscy i znajomi. Za każdym razem reakcja była podobna - chwila wahania czy na pewno ja to ja, uśmiech radości, że wyglądam tak dobrze. Sporo osób, z którymi nie miałam zbyt częstego kontaktu pytały czy długo zapuszczałam włosy, dodając, że lepiej mi w takiej fryzurze.

Przede wszystkim nie zastanawiałam się, jak wyglądam rozpoczynając nową pracę. Na własnym przykładzie przekonałam się, jak duży wpływ może mieć wygląd na poczucie pewności siebie. Teraz to ode mnie zależało czy chcę, żeby ktoś wiedział o mojej chorobie czy wolę tę bardzo osobistą informację zachować dla siebie.

Nie chciałabym nikogo przekonywać, że nowe włosy rozwiązały wszystkie moje problemy. Na pewno pomogły rozwiązać te związane z brakiem własnych włosów, niezadowolenie z własnego wyglądu, obawę przed oceną otoczenia, wątpliwości jak wygląd wpływa na to, jak jestem oceniana w pracy. Dały mi też dużo spokoju. Wiem, że dobrze się noszą, myją i są trwałe.

Decyzję, czy inwestować w nową fryzurę każdy powinien podejmować rozważając konkretną swoją sytuację.